Siostra Marta o sobie

Uparta, gaduła, wrażliwa. Cierpienie i dobroć bezinteresowna rozczulają mnie do łez. Nie noszę w sobie urazy do nikogo. Szybka w działaniu. Zanim pomyślę to zrobię lub powiem.

Ulubiony cytat z Pisma Świętego

Wysławiam Cię Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”. /Mt 11,25/

Ulubiona potrawa

Lubię potrawy proste i przetwory mleczne. Używam sporo pieprzu. Jako rarytas, lubię krewetki.

Ulubione zajęcie w wolnym czasie

Lubię robić na drutach, zwłaszcza skarpetki dla biednych dzieci oraz dobrą lekturę. Kocham przyrodę, więc chętnie chodzę do ogrodu popracować, ale i podziwiać piękno Bożych darów.

Bliski święty

W młodości zafascynował mnie ojciec Wenanty Katarzyniec, dziś sługa Boży. Kocham patronów mojej rodziny zakonnej. Najchętniej jednak idę do mojego umiłowanego Pana.

“Wpadka” w klasztorze

Moje najczęstsze wpadki wiążą się z językiem. Często powiem, dopiero potem pomyślę i to mi przysparza rumieńców na twarzy. Raz nie posłuchałam mojej siostry przełożonej, a później mnie to długo dręczyło…

Historia mojego powołania

Często myślę o tym, że Bóg nie potrzebuje reklamy. Przed wstąpieniem do zgromadzenia spotkałam siostrę zakonną tylko raz. Jako 10-letnia dziewczyna byłam na odpuście w Gierzwałdzie, razem z moim kochanym tatusiem. Poszliśmy na herbatę do sióstr zakonnych. Odchodząc tatuś powiedział: “Podziękuj siostrze“. Ja na to: “Dziękuję pani, moja siostra została w domu”.

Było nas czworo rodzeństwa, dwóch braci i ja z siostrą. Czułam się kochana w rodzinie i kochałam wszystkich. Jedyną wiedzę religijna, przed wstąpieniem do zgromadzenia, otrzymałam od moich rodziców. W domu była wspólna modlitwa. W niedzielę – uczestniczyliśmy razem we Mszy świętej. Kościół parafialny było oddalony od domu 7 km. Tereny Ziem Odzyskanych. Zarządzenia Stalina były dokładnie wykonywane. Mój ojciec był AK-owcem, często więziony.

Rodzina cierpiała prześladowania. Nadzieja była tylko w Panu Bogu. W parafii były rekolekcje, rodzice zabrali nas do kościoła w dzień powszedni. Następnego dnia staliśmy z bratem, za karę, w kącie klasy, twarzą do ściany. Obniżona nam stopień ze sprawowania. Religii dzieci nie miały…

Dorastałam i tęskniłam za czymś więcej. Nieraz uciekałam od towarzystwa, chowałam się w zbożu i rozmyślałam o Bogu. Mając 16 lat zdradziłam mamusi, ze chciałabym być zakonnicą. Bardzo się rozpłakała. Tłumaczyła mi, że nie znam życia, że komu więcej dano, od tego więcej wymagać będą, że można się uświęcić w świecie. Odpowiedziałam jej: “Mamusiu, twoje łzy mnie powstrzymują”, ale nie na długo.

Z natury byłam radosna, nieraz trzymały się mnie proste psoty. Ubierałam się modnie, chodziłam na zabawy. Raz w czasie takiej zabawy poczułam ogromną pustkę, tęsknotę i pragnienie by klęczeć gdzieś w kościele. Miałam chłopaka, czułam się bardzo kochana przez niego, ale nie umiałam się mu odwdzięczyć. Tęskniłam za Miłością, jakiej nie mógł mi dać żaden człowiek.

Odbywały się rekolekcje, uczestniczyłam w nich. Po spowiedzi kapłan zapytał mnie : “Czy ty nie masz powołania?“. Odpowiedziałam: “Tak, ale mój tatuś jest chory, a odchodząc z domu sprawiłabym mu ogromne cierpienie“. Kapłan na to: “Jesteś młoda, tata umrze to wstąpisz“. To mną wstrząsnęło. Ja mam czekać na śmierć mojego ukochanego tatusia?

Skończyłam 19 lat, byłam pełnoletnia. Przy najbliższej okazji poszłam do księdza proboszcza poprosić o adres do jakiegoś zgromadzenia zakonnego. Był to ojciec oblat Maryi Niepokalanej. Znał siostry Świętej Rodziny i dał mi adres. Powtarzałam z radością: “Święta Rodzina, tu na ziemi Święta Rodzina“.

Napisałam do sióstr i otrzymałam pozytywną odpowiedź. Po miesiącu byłam już w zgromadzeniu. Mój tatuś jeszcze mnie odwiedził, był bardzo szczęśliwy. Zmarł, gdy byłam w nowicjacie.

Już w zgromadzeniu chciałam wyjechać na misje i pracować wśród trędowatych. ale wola Boża względem mnie była inna. W zgromadzeniu jestem 60 lat. Jetem szczęśliwa i ciągle zakochana. Choć fizycznie staruszka, to duchem czuję się bardzo młoda.