“Kogo mam posłać”, czyli o pracy na misjach

„Oto ja, poślij mnie” – pod takim hasłem obchodzimy w tym roku Światowy Dzień Misyjny, który przypada w niedzielę 18 października.

Misjonarka na całe życie

To Izajaszowe wezwanie w 200 letniej historii Zgromadzenia Sióstr Świętej Rodziny usłyszało wiele sióstr, decydując się by opuścić swój rodzinny kraj i udać się w dalekie strony z pragnieniem głoszenia Ewangelii. Jeszcze przed Soborem Watykańskim II, była to zazwyczaj decyzja na całe życie. Wiele sióstr wyjeżdżając z Polski nie spodziewało się, że kiedykolwiek powróci w ojczyste strony. Dla wielu była to decyzja na całe życie.

Jedną z takich osób była śp. s. Teodora Dylak, misjonarka w Lesotho, legendarna postać naszej Prowincji, dla nas święta, chociaż nie kanonizowana, która po raz pierwszy przyjechała do Polski po 20 latach posługi wśród Basuthosów. Obecne pokolenie sióstr wzrastało wśród licznych opowieści misyjnych, snutych przez siostrę Teodorę i przez te opowieści w niejednej zrodziło się powołanie misyjne.

Oto jak o pracy misyjnej opowiadała sama s. Teodora:

Na peruwiańskim szlaku

Dzisiaj też nie brakuje na misjach Sióstr Świętej Rodziny. Jedną z nich jest s. Urszula Myszak, która posługuje w Ameryce Południowej, a dokładnie w Peru.

Na początku tego roku siostra Urszula podzieliła się z nami krótkimi, misyjnymi wieściami:

Bardzo serdecznie wszystkich pozdrawiam i dziękuję za wsparcie modlitewne, którego moc odczuwam każdego dnia. Po rocznej przerwie na nowo rozpoczęło się moje życie misyjne w Peru, a właściwie w Limie. ”On jest jedyną racją, JEZUS – BÓG, dla której tu jestem”. (Fidei Donum, 1957, Pius XII)                             

Kiedyś jeden misjonarz z Indonezji napisał: „Ważne jest, bym nie ja sam działał, lecz Chrystus przeze mnie. On daje mi siły do wytrwania, użycza pogody ducha”. Doświadczam tego każdego dnia, ze to Jezus działa przeze mnie. Przez 5 ubiegłych miesięcy pracowałam w Centrum Zdrowia – Policlinico Nuestra Senora de la Paz (Naszej Pani Pokoju). Służba najuboższym tym, którzy szukają wsparcia w rożnego typu sytuacjach zdrowotnych, rodzinnych, osobistych itp.

Choć minęło kilka miesięcy to dużo się wydarzyło. Codzienne spotykanie się z ludźmi w Centrum Zdrowia  pozwalało mi odkrywać twarz cierpiącego Jezusa, to była nie tylko praca z chorymi ale także towarzyszenie duchowe (duszpasterstwo) osobom zatrudnionym w tym Centrum począwszy od grupy zajmującej się sprzątaniem, pielęgniarek i całego personelu, który liczy 98 osób.                                                                          

To czas wspólnego przebywania, rozwiazywania pojawiających się problemów różnego typu a także wspólne świętowanie Bożego Narodzenia i innych uroczystości. To czego doświadczyłam od tych ludzi to ogromnej życzliwości, uśmiechu, pomocy, wzajemnego dodawania sobie otuchy, odwagi, wzajemnego wspierania się w codzienności, to po prostu była atmosfera rodzinn, jak to jest w naszym charyzmacie:  być rodziną i tworzyć rodzinę. Jest to  Centrum Zdrowia, które ma ponad 50 lat i jest prowadzone przez siostry Misjonarki Naszej Pani od Aniołów.

Moje codzienne życie w Limie to spotykanie się z ludźmi, rozpoczynane od modlitwy wspólnotowej (jest na 5 sióstr we wspólnocie, 4 Peruwianki i ja), następnie wspólne śniadanie i  każda udaje się do swoich obowiązków. Dojazd do Centrum Zdrowia z powodu dużego ruchu ulicznego zajmował mi godzinę drogi w jedną stronę.  Do domu wracałam na godzinę szesnastą lub siedemnastą. Spotykanie się z ludźmi to wielki dar jaki daje nam Bóg i jednocześnie zadanie, gdyż czasami nie jest łatwo zrozumieć drugiego i odpowiedzieć na jego  potrzeby.

W weekendy wraz z dwiema siostrami naszymi juniorskimi, Peruwiankami towarzyszyliśmy ludziom z parafii pod wezwaniem „ Senor de los Milagros” prowadząc Lectio Divina, odwiedzając chorych i katecheza z dziećmi.

Sytuacja polityczna wciąż jest niestabilna i dużo imigrantów z Wenezueli i innych państw Ameryki Południowej można spotkać każdego dnia na ulicach, szukających jak zabezpieczyć swój byt i swoich rodzin, wzrosła przestępczość, napady na busy, transport miejski bez względu na porę dnia. Mimo niebezpieczeństwa podróżujemy miejskimi środkami transportu ufając Panu i zawierzając Jemu nasze życie i zdrowie. Jedna z naszych stowarzyszonych 65 letnia kobieta straciła swe życie  miesiąc temu, do tej pory nie wiemy w jaki sposób, znaleziono ją martwą na ulicy. Dużo by opowiadać o historiach  z codziennego życia lecz aby nie zanudzić to tak tylko w skrócie.

Jak w to w życiu zakonnym bywa jest czas na zmiany wspólnoty, miejsca i ja otrzymałam zmianę w zupełnie inne środowisko. Od 11 marca br. będę w międzynarodowej wspólnocie 3 osobowej, z s. Mauelą, s. Alicją (peruwianki), w dżungli  amazońskiej. Terytorium nazywa się Madre de Dios (Matka Boża). Proszę o modlitwę w naszej intencji i za tych wszystkich do których nas posyła nasz Pan Jezus Chrystus przez pośrednictwo naszych przełożonych.

Niech Bóg Wam błogosławi w Waszej codzienności.

Szczęść Boże,  

s. Urszula M.

Amazonia w obiektywie

Dziś sytuacja zmieniła się przez pandemię. Siostra Urszula pozostała wśród tych z którymi była kiedy świat obiegła informacja o zagrożeniu życia i zdrowia, tak jak wielu innych misjonarzy, który, jak podkreślił bp Jerzy Mazur, przewodniczący Komisji Misyjnej KEP, “zostali na placówkach misyjnych świadomi zagrożenia swojego życia i zdrowia. Pomagają najuboższym dzieląc się z nimi żywnością i lekarstwami. Szyją maseczki ochronne i przekazują, środki czystości, pozwalające na minimum ochrony przed wirusem”.

Oddajmy zatem, raz jeszcze, “głos” siostrze Urszuli:

Fot.: s. Urszula

Opracowała: s. Agnieszka