O wirusie, który nie oszczędził nowicjatu i najlepszym lekarstwie

Krążył, krążył, aż dopiął swego. Mnie dopadł jako drugą, następnie poległa s. Mistrzyni. Koronawirus. Maleństwo, widoczne dopiero pod specjalnym mikroskopem, a w spokojne życie nowicjatu wprowadził zamęt na miarę tsunami. Nagle cały plan, który swego czasu mową wiązaną pięknie przedstawiła s. Beata, legł w gruzach…

…zostały 4 ściany, posiłki przynoszone pod drzwi przez miłosierną siostrę i świat on-line. I Jezus, którego wierna Obecność była jak najlepsze lekarstwo. Z Jego łaski w święto nowicjatu wyszłam z mojego “więzienia” i chociaż plan nadal jest w rozsypce, cieszę się zwykłymi, codziennymi czynnościami a przede wszystkim – wolnością

😊

Życzę wszystkim docenienia tego daru, no i zdrowia!

s. now. Ela