ZNANA DZIELNICA ŚWIĘTEJ EULALII

Młody kapłan otrzymuje swą nominację na wikariusza Parafii Świętej Eulalii. Znajdująca się na peryferiach Bordeaux ta popularna dzielnica trudna jest do zarządzania i prowadzenia, ale Piotr Bienvenu zna ją od dawna! Tu mieszka jego rodzina.
Od śmierci Pana Noailles w roku 1812, dom Cheri, jego brata, przyjmuje tu pod swój dach całą rodzinę. Oczywiście, nowoprzybyły jej członek, zostaje przyjęty z otwartym sercem; jest nawet zaproszony do pozostania w nim. Jeśli Ojciec Noailles chętnie przyjmuje tę propozycję, czyni to, by sprawić przyjemność swojej matce, jednakże stawia pewne warunki: aby mógł swobodnie zorganizować swoje życie, w zależności od swej duszpasterskiej posługi i na najmniejszą prośbę został powiadomiony o jakiejkolwiek godzinie dnia czy nocy.
Warunki zostają przyjęte i młody wikary urządza się wreszcie na swój sposób.

W UBÓSTWIE

Piotr Bienvenu rozpoczyna od zmniejszenia do minimum przedmiotów oddanych mu do użytku, a ponieważ jego brat, Cheri nie przyjmuje od niego żadnej opłaty, pieniądze, którymi dysponuje rozdaje na jałmużnę. Posunie się, aż do oddania swej osobistej bielizny, a pewnego dnia przez okno jego pokoju wylatuje własny jego materac. Brat pospiesznie przynosi zastępczy… ale tym razem materac zostaje tylko pożyczony.

„Wyrzeknę się wszystkiego, co nie będzie mi konieczne lub bardzo użyteczne i aby naśladować naszego Pana i wprowadzać w życie pouczenia, których udzielał swoim Apostołom, nie chce mieć innego skarbu poza Boską Opatrznością… Kiedy spoczywa się na Jezusie Chrystusie, jest się zawsze dość bogatym. W ten sposób pozbędę się owych ludzkich pozorności, które namiętność może pomnażać, a które unicestwiają ducha ubóstwa.”(Regulamin 1819)

TRWAĆ W SERCU PARAFII

Bardzo szybko dom rodzinny okazuje się za bardzo oddalony od kościoła. Ojciec Noailles wynajmuje więc małe, dwupokojowe mieszkanie, znajdujące się przy placu Świętej Eulalii. Sprzęty jego pokoju są bardzo proste: kilka desek i siennik, stół i krzesło. Nie ma obawy przed złodziejami! Okno i drzwi pozostają zawsze otwarte! Pokój ten poprzedza małe pomieszczenie; zostaje ono ofiarowane dwojgu starszym, kalekim żebrakom. Młody Ojciec zachowuje dla nich najlepszą część przynoszonego mu pożywienia.

„Uważam się za dłużnika mieszkańców parafii; niczego nie zachowywałem dla siebie, wszystko dawałem biednym.”

BIEDNY, POŚRÓD BIEDNYCH

Ta miłość do ubogich i do ubóstwa jest stałą zaletą Piotra Bienvenu Noailles, wartością dostrzeganą nie tylko w seminarium i posłudze parafialnej, ale podczas całego jego kapłańskiego życia.

„Kiedy się nie ma nic do starcenia, jest się bardzo odważnym, a ludzie nie mają władzy nad tym, kto od nich niczego nie oczekuje. Przez całe me życie będę więc miał wielka miłość do ubóstwa.” (Regulamin 1819)

„Mój Boże… udziel mi łaski pozostania zawsze ubogim i jeśli nie mogę, jak Ty, oddać mojego ostatniego tchnienia na krzyżu, niech przynajmniej umrę ogołocony ze wszystkiego jak najbiedniejsi; jest to, wiesz o tym Panie, moje najgorętsze pragnienie.” (H. Foucault, Życie P.B.Noailles)

Nie może patrzeć na najmniejsze cierpienie, by nie szukać sposobu na ulżenie mu.

KIEDY JUŻ NIE MA NIC DO DANIA, DAJE SAMEGO SIEBIE

Zima 1821 roku zapowiada się szczególnie ostra. Niewielkie zasoby wikarego wyczerpały się i biednym brakuje tego, co niezbędne. Ojciec Noailles nie waha się. W niedzielę ogłasza parafianom ogólną kwestę, by przyjść z pomocą najbardziej ogołocony. Przyjmie wszystko, co zechcą mu dać: pieniądze, żywność, drzewo, odzież, buty, okrycia…
Ciągnąc za sobą wózek, nasz „żebrak” wychodzi na ulice dzielnicy; na całej trasie padają jak deszcz przedmioty wszelkiej natury. Wołanie zostało usłyszane i w ten sposób duża liczba biednych otrzymała pomoc.

A JEŚLI DO BIEDY DOŁĄCZA CHOROBA, JEGO DOBROĆ NIE ZNA GRANIC

Nawet jeśli jest przeciążony ważnymi obowiązkami, które nigdy nie omijają tego, kto jest czujny na wezwania i potrzeby swojego otoczenia, Ojciec Noailles spieszy do wezgłowia chorego. Potrafi spędzić godziny na umacnianiu go, na przynoszeniu ulgi, lub te…ż po prostu na obecności, która koi gorycz zmartwienia.
Jeśli trzeba, spędzi tam nawet część nocy.
Najbardziej odrażające sytuacje są dla niego wezwaniem do zadziwiającego przekraczania samego siebie, jak choćby ta oto prośba:
Piotr Bienvenu dowiaduje się, że pewien starszy kapłan nie czuje się już zdolny do kontynuowania swej posługi przy trędowatej kobiecie. Ojciec Piotr natychmiast zgłasza się by go zastąpić. Owa chora jest Kreolką, która przybyłą do Francji w nadziei otrzymania pomocy lekarskiej; ponieważ choroba jest zaraźliwa, nikt – nawet lekarze – nie ośmiela się do niej zbliżyć. Młody kapłan zjawia się więc u niej, opuszczonej przez wszystkich, wydanej na pastwę nieopisanych cierpień fizycznych i moralnych i nie mogącej już dłużej znieść samotności. Ojciec Noailles łagodnie do niej przemawia, umacnia ją.
W nagłym porywie, mimo zniszczeń jakich dokonała w niej choroba, udaje jej się wyrazić pragnienie wyspowiadania się. Trzeba pochylić się bardzo blisko; jej twarz to jedna, wielka rana, a głos jedynie oddech. Piotr Bienvenu usiłuje uchwycić ciąg jej słów i z cierpliwością ofiaruje się spełnieniu tej rozpaczliwej prośby.
W ciągu kolejnych miesięcy choroba postępuje na przód, lecz biedna kobieta będzie miał zapewnione odwiedziny. Młody wikariusz potrafi ją zachęcić, znaleźć odpowiednie słowo, które tchnie w nią uczucie zawierzenia i pokoju. Będzie modlił się z nią i przygotuje ostatnie chwile tego otwierającego się na wieczność życia.

„Są serca, które nie potrafią zadowolić się własną doskonałością: ci pracują także dla szczęścia swych braci. Wszystkie drogi Pana są dobre, wszystkie są wzniosłe, lecz te, które kierują Księdza ku zbawieniu innych ludzi są niewątpliwie najdoskonalsze, gdyż kryją w sobie więcej miłości.” (Ojciec Piotr do ks. Lalanne, kwiecień 1819)