APOSTOLSKI ZAPAŁ I DYNAMIZM PODPOWIADAJĄ MU SUBTELNE ZASADZKI

Dla tego tak wielkiego i dobrego serca przepełnionego miłością do Boga i bliźnich, nic nie jest obojętne. Najmniejszy gest, najprostsza intencja mogą być bardzo skutecznymi środkami dla budowania Królestwa!
Czyż właśnie to nie jest jego celem?

„Będę bez wytchnienia pracował, by dawać poznać ludziom miłość, jaką On ich ukochał oraz kierował ich do odpłacenia tym samym owemu godnemu uwielbienia Mistrzowi.” (Issy, 1817)

„Będąc głęboko przekonany, że Bóg wynagradza gorliwość a nie powodzenie, ani praca, ani trudności nie mogą mnie zniechęcić.” (Nauka o Miłości Bożej)

„To w imię Jezusa Chrystusa, naśladując gorliwość cnotę Apostołów, sprowadza się dusze zagubione.” (1823)

Liczne fakty, przekazane przez współczesnych mu, zaskakują śmiałością i swego rodzaju subtelną przebiegłością. Razu jednego Ojciec Noailles dowiaduje się, że pewien wyższy oficer jest ciężko chory i że odmawia przyjęcia kapłana. Żyje on w nielegalnym związku małżeńskim i czuje się na niewłaściwej pozycji względem Kościoła. Ojciec Noailles, żywo interesuje się jego osobą. Jego dobre, przepełnione gorliwością apostolską serce, podpowiada mu sprytną myśl, którą od razu wprowadza w życie. Udaje się do owego oficera. Służący, zaskoczony widokiem sutanny, czyni wszystko, aby go odesłać z powrotem. Jednakże Ojciec Noailles pospiesznie wślizguje się do środka. „Dowiedziałem się, że wasz pan jest bardzo chory i przychodzę, by dowiedzieć się o jego stanie. Proszę mi pozwolić przyjść i zasięgnąć wiadomości za każdym razem, gdy przechodzę tędy idąc odprawić Mszę Świętą. Ponieważ ani nie chcę męczyć, ani przeszkadzać biednemu choremu, pragnę by mu nic nie mówiono o moim postępowaniu.” Czyż nie jest to najlepszy sposób na to, by coś przestało być tajemnicą?
Takie postępowanie wzbudza wielką ciekawość. I rzeczywiście służący spieszy, by opowiedzieć o spotkaniu swojemu panu i… Ojciec powraca. Poruszony ciekawością oficer, którego zdrowie pogarsza się, poleca, by pozwolono wejść owemu, tajemniczemu gościowi. Ojciec Noailles początkowo odpowiada odmownie na zaproszenie, później jednak, wobec nacisku, wchodzi w głąb mieszkania. Znajdując się przy chorym, młody wikary przeprasza go za swą niedyskrecję i podejmuje rozmowę o wszystkim, co może interesować oficera, o jego licznych kampaniach, o polach walki, a wreszcie stawia mu pytanie, czy odczuwa strach. Chory jest poruszony i wspomagany łaską zaczyna swoją spowiedź. To nawrócenie, jakkolwiek szybkie, staje się bardzo trwałe. Co więcej stanąwszy ponownie na nogach, oficer odchodzi od swej kobiety i ośmiela się nie kryć swych przekonań. Każdej niedzieli w pełnym umundurowaniu uczestniczy we Mszy Świętej, pewnego dnia, gdy idąc na czele swych żołnierzy mija Ojca Noailles, zbliża się do niego i ściskając go mówi: „Oto mój wybawca”.
W następstwie tego Piotr Bienvenu radzi podobną strategię jednemu ze swych współbraci, gdy ten wybiera się do kapelusznika, którego dni są już policzone. Kapłan stosuje się wiernie do udzielonych mu poleceń, ale gdy dotarł do chorego , ten rzucił na niego tak piorunujące spojrzenie, że duchowny wycofał się bez najmniejszego słowa. Odwiedziny były jednak skuteczne! Kilka dni później ostry i straszliwie bolesny atak sprawia, ze chory woła: „Gdyby kapłan, który przyszedł wówczas, byłby tutaj, wyspowiadałbym się”. Pospieszono do kościoła. Dyżur miał tego dnia ks. Noailles; spiesznie udał się wiec na prośbę rodziny. Co dzieje się podczas tej rozmowy wikarego parafii świętej Eulalii z kapelusznikiem, aktywnym członkiem Terroru? Nikt tego nie wie. Działanie łaski sprawia, że w następstwie Ojciec Noailles będzie go odwiedzał dwa lub trzy razy na dzień… i nawet przyniesie mu tabakę. Spędzi przy nim ostatnią noc. „Oddał ostatnie tchnienie w moich ramionach, pozostawiając mi największy spokój co do swej wiecznej przyszłości. Owo nawrócenie jest jednym z tych, które przyniosły mi najwięcej pociechy”, stwierdzi później Ojciec Noailles.

Poza historyjką , która niekiedy wywołuje uśmiech, uchwyćmy tu przede wszystkim wewnętrzną siłę, która popycha tego młodzieńca do podejmowania takich praktyk. Ma tyle innych rzeczy do zrobienia…